' (wilczur! a moja white terier prawie miniatura). Niestety w czasie "zabawy dziewczyn" przez jedną posesje na drugą - czyli moją -zmierzała pani jeż z dzieciątkiem w pyszczku. Wystraszona pani jeż porzuciła dziecko i uciekła w moje krzaki. Moja sąsiadka Ania doniosła maleństwo do matki, jednak nie bardzo chciała się nim opiekować,w tym czasie pieski były odizolowane oczywiście.
Pierwszy raz widziałam malutkiego jeża bez kolców (coś tam jest, ale jak jednodniowy zarost u mężczyzny).
Oto zdjęcia maleńkiego jeżyka:
Przeniosłyśmy obie istoty do szopy mojej sąsiadki. Nic im się nie stało.
Oto moja psina Lea - pies myśliwski ! :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz