Na wiosnę znalazłam stary stół kuchenny. Miałam wizje jak
powinien wyglądać.
Prace trwały kilka tygodni, bo warstwy farby były
„wgryzione” w drewno. Bez wiertarki i papieru ściernego (dużo papieru) chyba
bym nie dała rady. Kosztowało mnie to bardzo dużo pracy fizycznej, ból pleców,
rąk i wiele odcisków.
Sam motyw – piramidy i wielbłądy - nie były łatwe, pomógł
mi mój syn (dzięki Piotrze!) i wymyślił motyw nie z pierwszej, lecz drugiej
warstwy serwetki. Moim zdaniem wyszło super, bo trochę jak w sepii ?!
Niestety
jeszcze jest nie skończony bo brakuje mi blatu. A marzy mi się blat kamienny w
szarościach i w tym roku zamierzam skończyć ten projekt.
Ten stół jest moim
ulubionym narzędziem pracy, co widać na zdjęciach, jest zastawiony i
przestawiany w zależności gdzie chcę pracować. Jak jest zimno, to przestawiam
bliżej kominka, kubek gorącej herbatki, cicha muzyka lub audiobook, mąż pod
kocykiem cichutko pochrapuje i jest super. W ciepłe ale bezwietrzne dni stolik
wędruje na taras i tam w promieniach słoneczka coś wymyślam.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz